Uff, to był wyczerpujący weekend. W piątek pojechałam do Warszawy „zaliczyć” dwa eventy – spotkanie kanału #jakilinux (którego organizacje litościwie przemilczę) i pierwszy warszawski WordUp. Który też nie ustrzegł się wpadek organizacyjnych, ale… No właśnie. ALE. Okazało się, że mimo braku prelegentów, którzy jeden po drugim się wykruszyli, mimo chwilowego braku prądu, i pełnej innych ludzi knajpy – można mieć wartościowy, mocno edukacyjny (zwłaszcza dla mnie) event.
Świetne było to, że wobec braku prelekcji Marcin Pietrzak zdecydował się pójść na żywioł i opowiedzieć nam, dlaczego jedna z prezentacji ubiegłorocznego WordCampa była zła i jak prawidłowo należy załatwić sprawę eksportu i importu w WordPressie.
A potem było już z górki…
Duuużo fajnych dyskusji, a przede wszystkim – pouczających (OMG, ile ja robię rzeczy źle :P).
Mam nadzieję, że mój WordUp będzie tak samo udany :)
No właśnie – a kiedy wrocławski WordUp?
@Jenny
W marcu.
Jak w piosence „♫ nigdy nie wierz prelegentom, dobrą radę Ci dam ♫”
Z początkowych trzech nie ostał się żaden, tylko Paweł od ręki mówił że planuje wyjazd w tym czasie dlatego go nie liczę. Tak bywa… zdrowie, ekonomia, lęki położyły pogadanki :(
Marcin jest wielki i naprawdę ma w sobie coś z ewangelisty :> uratował merytoryczną część imprezy.
A z tym prądem to nawet nie wiem co powiedzieć – jedyne co przychodzi mi do głowy to STOLYCA choć to marne tłumaczenie.
Ale ten brak prądu to raczej taki zabawny epizod :) nie ma się co przejmować :)
@Arek: z tym „uratował” to nie przesadzajmy i bez tego byłoby super. A prądem, to tak jak Kasia napisała, bym się nie przejmował. Zima jest, wot zdarzenie losowe.
Ewangelista – to brzmi dumnie :D
Faktycznie – prądu nie było :) – zapomniałem już o tym.