WordPress to nie tylko wspaniały silnik do blogowania – w tej chwili mogę go nazwać bardzo dobrym CMSem z wielkimi możliwościami. Od prawie dwóch lat stawiam strony (małe i duże) na WordPressie. Parę dni temu skończyłam nowy projekt – portfolio dla łódzkiego studia graficznego xixi Studio. Continue reading →
All posts tagged wdrożenie
Zemsta grafika
Foto © Lourdes Nightingale
Kiedyś widziałam taką infografikę (jak znajdę gdzie to było, to wrzucę linka) o tym jak rozwija się kariera grafika. Jednym z pierwszych punktów było „zaczynasz nienawidzić developerów” (o tu o infografika – dzięki Przemysławowi) .
Ja mam czasem takie wrażenie że ci graficy, którzy podsyłają mi projekty do pocięcia, to oni mnie z całego serca nienawidzą. Albo całego mojego front-endowego gatunku. Continue reading →
Wiem, że możesz TO zrobić, ale czy powinieneś? [grzech II]
Zacznę od stwierdzenia, że treść (a dokładniej: to jak wygląda ta treść), którą wypełniamy naszą stronę powinna być spójna z ogólnym wyglądem strony. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby dobry web designer razem ze stroną nie zaprojektował wyglądu paragrafów tekstu, nagłówków, list, układu obrazków. Dotyczy to kolorów, rozmiarów, kroju czcionki, marginesów, wyglądu linków. Jak wdrażam stronę, to ustawiam wszystko jak grafik przykazał. A potem daję właścicielowi strony dostęp do CMSa. I tu zaczynają się schody.
Continue reading →
Tęcza – chwila zabawy z box-shadow (CSS3)

Dzięki CSS3 w końcu możemy zapomnieć o mozolnym wycinaniu gradientów, zaokrąglonych rogów z .psd i żonglowaniu milionami divów, aby zyskać piękne, elastyczne boksy z efektem cienia.
Jasne, nadal nie wszystkie przeglądarki (czekam z niecierpliwością na IE9) wspierają wszystkie właściwości, albo różnie je wyświetlają, jednak to wcale nie powinno nas powstrzymywać przed używaniem CSS3 i HTML5! W końcu do odważnych świat należy. Continue reading →
Rzecz o zakończeniu zlecenia i komunikacji późniejszej z klientem
Strona wykonana. Dopieszczona, siedzi już na serwerze – jako twórca pękam z dumy, że świat ujrzał moje dzieło. Część podstron świeci pustkami, bo klient nie dostarczył treści – ale to nic, przecież wdrożyłam tam system zarządzania treścią, na pewno braki zostaną szybko uzupełnione. Instrukcja obsługi napisana, a nawet screencasty zrobione – wszystko już wysłane do klienta (rachunek też), z prośbą o jak najszybsze przetestowanie i przesłanie opinii o działaniu.
Teraz zaczyna się część, której nie rozumiem. Płatność zostaje wykonana, z tym nie ma problemu – ale sprawdzam co się dzieje na stronie i czekam na feedback od klienta… A tu cisza. Cisza na stronie – nic się nie zmienia, żadnych uzupełnień – myślę, może klient ma problem z obsługą strony, ale nie – żaden mail nie przyszedł, żadnego telefonu o problemach.
Na nutę „Chodzi lisek koło drogi” mogłabym zanucić „Stoi strona w Internecie”.
Mijają trzy miesiące…
Zaczyna się. Zaczynają się maile z prośbą o ponowne przesłanie haseł do strony, o instrukcje obsługi CMSa, telefony – bo nie działa (działa, ale trzeba postępować zgodnie z instrukcją). Strona źle wygląda – no wygląda, a w instrukcji jest wytłuszczonym drukiem napisane jak wklejać z Worda. A to wszystko ma być na już, na teraz, na wczoraj.
A przecież mogliśmy to przejść bezboleśnie tuż po oddaniu strony, kiedy wszystkie potrzebne informacje są pod ręką i wszystko jest świeże.
Na szczęście, w samą porę przychodzi e-mail ze słowami „tak się cieszę, że panią znalazłam
” – i znów wraca nadzieja, i znów pamiętam, że klient idealny naprawdę istnieje.

